niedziela, 14 lutego 2016

Moja kolekcja cieni do powiek

 

Nie ma nic lepszego niż pięknie podkreślone spojrzenie. Dzisiejszy post poświęcony będzie właśnie produktom do makijażu oczu. Ostatnimi czasy mam na ich punkcie małą obsesję, dlatego zapewne niedługo moja kosmetyczka powiększy się o jakieś nowości. Wszystkie produkty mam już od dłuższego czasu, więc spokojnie mogę o nich napisać szczerze kilka słów.





Pierwszą rzeczą jest paleta firmy Makeup Revolution o nazwie Essential Shimmers. Jest to 12 błyszczących cieni, pięknie mieniących się na oku. Są mocno napigmentowane i potrafią utrzymać się na powiece cały dzień. Co ważne, nie osypują się. Do zestawu dołączona jest dwustronna pacynka; ja jednak radziłabym używać własnego, sprawdzonego pędzla do cieni.




Kolejnymi perełkami są cienie Maybelline Color Tattoo o numerach 98 Creamy Beige i 15 Audacious Asphalt. Znajdują sie w dość ciężkich, szklanych słoiczkach. Pierwszy z nich to przepiękny brąz, natomiast drugi to metaliczny szarosrebrny odcień. Używam ich bardzo często i jestem niesamowicie zadowolona. Producent gwarantuje 24 godziny trwałości: mogę się z tym zgodzić, bo faktycznie bez poprawek utrzymują się od wczesnego ranka aż do wieczora. Tego właśnie oczekuję od cienia do powiek.


Kultowy już cień firmy L'oreal z serii Infallible dla mnie jest po prostu boski - nic dodać, nic ująć. Ten kolor to 027 Gold Mine - przepiękne, nasycone złoto. O pigmentacji mogłabym pisać godzinami; jednym słowem to mega trwały produkt, którego nie zastąpi żaden inny. Poza tym ma ładne i całkiem solidne opakowanie.



Następnym produktem w mojej kolekcji jest cień marki Astor w odcieniu 730 Lame. W zgrabnym pudełku, do którego dołączono mały aplikator, znajdziemy czarujący, jasnozielony kolor. Ma jednak słabszą pigmentację niż wyzej opisane kosmetyki, dlatego daje delikatny efekt na powiekach.

Przedostatnia rzecz to szampański cień z firmy My Secret. To pojedynczy kolor; ja wykorzystuję go jako rozświetlacza w wewnętrznym kąciku oka. Jest wydajny, więc nie nabieram go dużo na pędzel, a i tak starcza na długo.

Ostatnim skarbem z mojej kolekcji jest skromna paletka 4 cieni z NYC. Dołączono do niej dwustronny aplikator, który może okazać się przydatny do nałożenia niebieskiego koloru ;) Zachwyciłam się nią, bo ma fantastyczne odcienie w brązowej tonacji. Mamy tutaj głeboki brąz, lekki nude, szampański biały i śliczny jasnogranatowy. Choć jest niepozorna, świetnie nadaje się do szybkiego makijażu.

Oto moja recenzja kosmetyków do makijażu oczu, mam nadzieję, że była przydatna. Jeżeli macie jakieś pytania odnośnie tych produktów, piszcie śmiało :) Do zobaczenia w kolejnym poście !

5 komentarzy:

  1. Sama nie maluje się cieniami ale lubię oglądać takie posty.:)
    Widzę że trzymasz się raczej naturalnych barw, znacznie przeważają tu brązy i berze. Cień z L'oreal jest piękny, właśnie w takim kolorze chciałabym pomalować oko na swoją studniówkę. :)


    blackminniee.blogspot.com
    Ja też dopiero zaczynam z blogowaniem, mam nadzieję że mnie odwiedzisz i zostawisz swoją opinie w komentarzu, pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdecydowanie wolę tonację nude; bardziej odnajduję się w niej niż w mocnych, wyrazistych barwach np. fuksja czy chaber ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta pierwsza paletka wygląda bardzo ciekawie :)
    Mogłabym Cię prosić o poklikanie w linki w tym poście? Staram się o współpracę i byłabym wdzięczna za pomoc:)

    http://veronicalucy.blogspot.com/2016/02/wishlist-banggood.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo zainteresowałaś mnie pierwszą paletką :D Pozdrawiam!

    lublins.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Marzy mi się od dawna ta paleta cieni z MakeUp Revolusion, ale zawsze o niej zapominam przy zamówieniach...

    Pozdrawiam gorąco ♥♥♥
    → → → mademoisellepaulline.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń